Santa Rosa – książka

Altualizacja: Książka jest już wydana. Szczegóły znajdziecie tutaj książka Santa Rosa

 

Ponieważ publikacja książki została przesunięta o rok , mogę czekać albo szukać innego wydawcy albo… ją Wam drodzy czytelnicy udostępnić przez internet. Wiem, że dla niektórych z Was historia Santa Rosy jest ważna, wielu ma nadzieję znaleźć w niej wiadomości o losach swojej rodziny. Postanowiłam więc opublikować tekst w odcinkach tak jak został napisany, bez korekty historyka i polonisty. To Was proszę o korektę i komentarze! Pozdrawiam i życzę przyjemnej lektury.

…………………………………….

Część I

Wojenna Odyseja

 

        O Santa Rosa słyszałam od dziecka. Tam się urodził mój tata. Takie wyrazy jak: Guanajuato, Leon , Guadalajara były dla mnie czystą poezją. Historie o skórzanych kufrach, przywiezionych  przez babcię z Meksyku,  które później pradziadek pociął na zelówki, o „burro” czyli osiołku, który nadepnął na palec mojemu tacie, o mariachi –  latynoskich trubadurach w olbrzymich sombrerach przypominających kosmiczne spodki – były niczym najpiękniejsze bajki z krainy „za siedmioma morzami”,  gdzie  żyją  sami dobrzy ludzie, którzy uwielbią dzieci, muzykę,  żywią się kukurydzianymi plackami, fasolą  i pikantną papryką, gdzie słońce świeci mocniej, a barwy i zapach kwiatów są tak intensywne jak nigdzie na świecie.

Każda z tych opowieści, miała jak to w bajkach zwykle bywa przepiękne zakończenie. Zamiast tradycyjnego: „i żyli długo i szczęśliwie” brzmiało: „i my wszyscy kiedyś  też pojedziemy  do Meksyku”.

Była i rodzinna tajemnica. Otóż, mój dziadek, którego nazwisko noszę, nie był moim biologicznym dziadkiem. O „tamtym” dziadku, z Meksyku się nie mówiło.

Kiedy zaczęłam dorastać i łączyć pewne fakty z historii Polski z losami mojej rodziny zdałam sobie sprawę, że w tej pięknej opowieści muszą kryć się elementy ludzkiej tragedii.

Czytałam o wywózkach na Syberię, o Katyniu, Starobielsku. Czytałam o armii Andersa. Jednak o Santa Rosa– nie było żadnych informacji. Gdyby nie dowód w postaci meksykańskiego paszportu mojego taty, z wpisanym miejscem urodzenia: Santa Rosa, Leon, GTO mogłabym zwątpić w istnienie tej krainy szczęścia .

Urodziłam się i wychowywałam w Polsce należącej do państw bloku wschodniego. Pochodząc z zupełnie zwyczajnej, nie prominentnej rodziny nie miałam szans na wyjazd za granicę, zwłaszcza do kraju leżącego w Ameryce Północnej. Podróżować mogli sportowcy,  artyści, wybrani dziennikarze albo osoby, które miały krewnych „na zachodzie „ i otrzymały od nich specjalne zaproszenie – oczywiście pod warunkiem uzyskania zgody władz, oraz paszportu, który po powrocie należało zwrócić. Nie miałam krewnych za granicą. Mogłam liczyć co najwyżej na to, że któregoś dnia uda mi się wyjechać  do  jednego  z państw socjalistycznych: NRD, Czechosłowacji lub do ZSRR na kolonię organizowaną przez zakłady pracy moich rodziców.

Kiedy pojechałam do NRD na obóz harcerski przywiozłam  150 czekolad, na zapas dla całej rodziny i znajomych bo czekolada była wówczas w Polsce tzw. towarem deficytowym i stało się po nią w długich kolejkach.

Na kolonię do Czechosłowacji zostałam wyposażona w listę zakupów na której widniały takie artykuły jak: rajstopy, saletra i pasta do zębów elmex.

Do ZSRR podróżować nie chciałam, bo ktoś wcześnie uświadomił mnie,  że tam „rządzą komuniści” a na Syberii „umierają ludzie”.

Czasy mojego dzieciństwa odznaczały się swoistą schizofrenią:  oficjalnie rządząca partia dążyła do wprowadzenia   w Polsce komunizmu jako najwyższego stopnia społecznego rozwoju podczas gdy większość obywateli  w tym członków partii uważała ów ustrój za utopię, a komunistów za pijaków, bezbożników, wichrzycieli i przyczynę powszechnej pauperyzacji.  W szkole podstawowej na lekcjach historii nauczycielka realizowała z nami oficjalny program narzucony przez ministerstwo oświaty, ale każdy w miarę pojętny uczeń mógł chodzić do niej na  dodatkowe zajęcia (kółko historyczne) na których opowiadała  o  zbrodniach stalinowskich, wydarzeniach grudniowych  czy   Solidarności.

Mój nauczyciel rosyjskiego nie przeprowadził z nami chyba ani jednej normalnej lekcji za to często przynosił gitarę i grał ballady Wysockiego i Okudżawy. Nie wiem czy było to wyrazem jego buntu przeciwko obecności wojsk radzieckich w Polsce czy robił to z innych pobudek ale tylko dzięki takiej a nie innej jego postawie chodziliśmy na rosyjski z prawdziwą przyjemnością.

Mimo wszechobecnej propagandy  Polacy zamiast kochać wschodnich sojuszników tęsknili za „zgniłym, kapitalistycznym zachodem”.

A ja marzyłam o podróży do Meksyku.

Moi rodzice, pracujący na państwowych posadach, obydwoje z  wyższym wykształceniem zarabiali równowartość  30-40 dolarów miesięcznie podczas gdy bilet do Meksyku kosztowałby pewnie z 1500 ( dla jednej osoby). Jak łatwo obliczyć, żeby zaoszczędzić pieniądze na  przelot musieliby odkładać pensję przez co najmniej 12 lat. Co oczywiście jest wyliczeniem czysto hipotetycznym, bo jednocześnie nie mogliby wydawać pieniędzy na jedzenie, ubrania czy opłaty za mieszkanie.

Żeby  zatem moje marzenie mogło się spełnić  musiał zmienić się ustrój w Polsce, w Niemczech runąć mur berliński, rozpaść Związek Radziecki i urealnić nasze zarobki.

Pewnego dnia wyruszyliśmy w podróż do Meksyku

Jednak historia, którą chcę opowiedzieć  nie zaczęła się  w dniu naszego wyjazdu , ale na długo przed moim urodzeniem…

 

Rozdział I

Życie w przedwojennej Polsce (1924 -1939)

 

Rok 1924

 

Rosja. 21 stycznia umiera Lenin . Nowym sekretarzem generalnym Wszechrosyjskiej Komunistycznej Partii Bolszewików zostaje Józef  Stalin. Jego główny konkurent, Lew Trocki traci władzę, (od 1929 r. przebywa na emigracji,  zamordowany przez NKWD 29 sierpnia 1940 r. w Meksyku).

Niemcy. Adolf Hitler  przebywając w więzieniu  pisze „Mein Kampf”.

Polska, po ponad 120 –letnim okresie niewoli, od 6 lat jest wolnym, niepodległym, demokratycznym państwem. Jednak zarówno wolność i niepodległość jak i demokracja są bardzo kruche. W latach 1919-1920 trwa wojna polsko – bolszewicka, która ratuje Europę przed zalewem komunizmu. 16 grudnia 1922 r. zostaje zamordowany pierwszy prezydent Rzeczypospolitej Polskiej – Gabriel Narutowicz. Morderca, Eligiusz Niewiadomski jest przekonany, że oddał przysługę ojczyźnie, bo Narutowicz został wybrany głosami  mniejszości narodowych.

 

1.12.1924 r. na świat przychodzi Alina Maria Srzedzińska, moja babcia. Jej rodzicami są Teofil (syn Macieja i Kazimiery ur. 19.10. 1890 r. w Choroszczy) i Janina Srzedzińska ( z domu Brandt, córka Jana i Marii, urodzona 18.03.1897r. w Warszawie).

Srzedzińscy to zubożała szlachta. Herbu Leliwa. Teofil Srzedziński jako młody chłopak  brał udział w spisku przeciwko caratowi. Spisek został wykryty, a jego organizatorów wysłano na Sybir. Teofila od zsyłki uratowała starsza siostra, Julia, która  była właścicielką zakładu krawieckiego. Do jej klientek należały żony carskich urzędników i oficerów. Wykorzystała te znajomości.  Udział piętnastoletniego Teofila został  zatuszowany. Wydawało się, że zabawa w rewolucję zakończy się  bez poważniejszych konsekwencji.  Jednak w kilkanaście lat później dawny towarzysz Teofila po powrocie z  zesłania oskarżył go o zdradę.  Twierdził, że Teofil musiał donieść władzom na kolegów i dlatego nie został skazany . Podejrzenie  było o tyle zrozumiałe że jego wiek – 15 lat nie powinien był uchronić go od odpowiedzialności –  za zbrodnie przeciwko caratowi karano młodszych.  Teofil doprowadził do procesu, w którym oficjalnie oczyszczono go z zarzutów. Zanim jednak proces się zakończył stracił pracę w Warszawie (był urzędnikiem) i zdecydował się na wyjazd do Białegostoku. Okres w którym walczył z infamią był trudny dla całej rodziny- wielu znajomych się wówczas od nich odsunęło, a nawet przestało się im kłaniać.

Janina Brandt ukończyła pensję w Warszawie i przez kilka lat pracowała jako guwernantka we dworze, jednocześnie  ucząc wiejskie dzieci. Stale się dokształcała, kończąc różne „kursa”. Jak na pannę z dobrego domu była wyjątkowo wyemancypowana: sama się utrzymywała,  miała skrystalizowane poglądy polityczne i wyrobione opinie na kwestie społeczne. Należała do Towarzystwa Gimnastycznego Sokół -organizacji promującej zdrowy styl życia i wartości narodowe zgodnie z sentencją „w zdrowym ciele – zdrowy duch”. Świetnie strzelała z łuku.

Jej rodzina była niegdyś bardzo zamożna. Kiedy była dzieckiem, druga żona jej dziadka (młodsza od niego o 30 lat)  przy okazji rodzinnych uroczystości  rozpieszczała Jasię wpinając złote ruble w jej koronkowy kołnierzyk . Przez liczne fanaberie „drugiej żony dziadka” rodzina straciła majątek. Dziś najzwyklejsza, złota 5-rublówka ma wartość kilkuset  złotych. Jasia, na rodzinnych przyjęciach  dostawała takich kilka . Jej kołnierzyk przypominał ociekające złotem naszyjniki dam carskiego dworu a ona sama małą carównę.

Majątek rodziny Brandt pochodził „z handlu żelazem” jednak czy był to sklep z narzędziami czy fabryczka  nie udało mi się ustalić.  Janina ma dwie siostry- Klementynę i Romę ( zwanymi w rodzinie Klimką i Romką) i brata, najmłodszego z całego rodzeństwa – Józefa (Ziutka).

Nie wiadomo gdzie i w jakich okolicznościach Janina i Teofil się poznali. Wiadomo natomiast, że początkowo Janinie Teofil  w ogóle się nie podobał.  Po 40 latach małżeństwa tak opowiadała swoim wnukom:

 

 „ależ ten dziadek brzydki był jak go poznałam! fe,fe okropny… no, teraz to on znacznie lepiej wygląda”.

 

Janina i Teofil pobrali się 14 sierpnia  1920 r. w parafii pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny  w Warszawie, przy Rynku Nowym (sakramentu udzielał ksiądz Wądołowski). W kilka godzin później świeżo upieczony małżonek wyruszył na front walczyć z bolszewikami.  Następnego dnia miał miejsce „cud nad Wisłą” – bitwa, która według opinii  historyków była jedną z tych, które zadecydowały o losach świata- polskie oddziały ochroniły Europę przed zalewem komunizmu.

Sądząc po dacie zawarcia związku (najgorętszy okres wojny polsko – sowieckiej) Janina oddając Teofilowi rękę uważała, że spełnia  patriotyczny obowiązek.

Mimo braku zachwytu w początkach znajomości i wielkich, miłosnych uniesień (przynajmniej ze strony prababki) byli bardzo dobrym małżeństwem. I chociaż obydwoje do osób uległych nie należeli,  mieli – jak to się mówi –„mocne charaktery”  prawie w ogóle się nie kłócili. Jeśli coś mogło ich poróżnić i doprowadzić do wybuchu negatywnych emocji to była to  polityka. Żywo interesowali się tym co dzieje się w kraju i na świecie a ich sympatie polityczne były skrajnie różne. Na szczęście obdarzeni byli także dużą dozą zdrowego rozsądku i poczuciem humoru więc polityczne spory bywały gwałtowne, burzliwe lecz krótkie.

Alina ma starszego brata- Jurka (urodzonego w 1922 r.).

Srzedzińscy są rodziną inteligencką, przywiązaną do polskiej, katolickiej tradycji ale  jak na owe czasy dość postępową.  Mają znajomych z różnych środowisk.  Teofil nie mogąc pracować jako urzędnik zajmuje się handlem. Nie ma jednak do tego ani smykałki ani szczęścia. Pewnej nocy jego skład zostaje doszczętnie okradziony. Po tym wydarzeniu przez jakiś czas sypia poza domem, w składzie, pilnując towaru.  Sąsiedzi zaczynają plotkować, że się wyprowadził przez „charakterek” żony.

Rodzina Srzedzińskich mieszka na ulicy Alta w dzielnicy Antoniówek.  Do 1919 r.  Antoniówek był dzielnicą podmiejską .  W latach 20 zachował cichy, jakby ospały klimat. Ulica składa się z kilkunastu domów,  każdy z ganeczkiem. Większość mieszkańców doskonale się zna a jeśli ktoś się dopiero co wprowadził i nie zdążył zawrzeć znajomości to i tak wszyscy wiedzą co u niego słychać.  Wiadomości rozchodzą się pocztą pantoflową, szybciej niż dziś przez Internet a ludzie interesują się sobą bardziej niż znajomi z facebooka. Drewniane domy otoczone są ogródkami w których rosną bzy, jaśminy, jabłonie i grusze. To tam najczęściej relacjonowane są historie wypatrzone z ganków przed domem albo zasłyszane na mieście.  Często też komentowane są kroniki kryminalne zamieszczane w gazetach. Białostoccy redaktorzy prześcigają się w krwawych opisach zbrodni, samobójstw i nieszczęść.  Miasto nie jest bezpieczne. Janinie przeszkadza prowincjonalność Białegostoku, brak teatrów, muzeów, wydarzeń kulturalnych. Jest rodowitą Warszawianką i w opinii sąsiadów często „zadziera nosa”.

W domach nie ma kanalizacji, w podwórzach ludzie mają studnie. Ponieważ woda ze studni jest twarda, każdy ma wystawioną beczkę do  zbierania deszczówki. Woda z beczki służy do prania i do mycia włosów . Po większych deszczach  Alta zmienia się w wielką uliczną pralnię.

Ulicą jeżdżą  dorożki, rzadko kiedy można tam spotkać samochód.

Białystok jest bardzo zaniedbanym miastem. I wojna światowa i wojna 1920 r. pozostawiły ślady. Wiele ulic  jest w opłakanym stanie.  Wiele dzielnic nie ma oświetlenia. Mieszkańcy żyją w fatalnych warunkach sanitarnych. Panuje bezrobocie. Jeszcze pod koniec XIX wieku miasto nazywane było Manchesterem Północy. Po I wojnie światowej większość zakładów włókienniczych została zamknięta.  Produkcja spadła o ponad 40 procent.

Alta jest zamieszkana głównie przez Polaków, ale miasto jest wielonarodowe. Według spisu z 1921 r.  liczy ok 77 tys. mieszkańców, z czego największą grupę stanowią Żydzi  (48%), dalej Polacy  (46,6%) Niemcy (1,9%) , Rosjanie (1,8%), Białorusini (0,8%), inni (0,2).

51,6% mieszkańców jest wyznania mojżeszowego, 38,6 %, to   katolicy, 6,2% prawosławni, 3,2%,  ewangelicy, 0,1 % inne.

Wśród osób deklarujących się jako Polacy są wyznawcy wszystkich religii. A jednak w Białymstoku widoczne są podziały na stowarzyszenia, instytucje, sklepy „chrześcijańskie” i „żydowskie” i ich wzajemna rywalizacja.

W 1869 r.  Ludwik Zamenhof, twórca międzynarodowego języka esperanto napisał dramat Wieża Babel, czyli tragedia białostocka w pięciu aktach. Zamenhof, który urodził się w Białymstoku obserwując Żydów, Polaków, Rosjan i Niemców uznał, że główną przyczyną nieporozumień i sporów między ludźmi jest bariera językowa. Jeden, wspólny język miał być jej rozwiązaniem.

W latach 30 , XX wieku esperanto ma wielu miłośników na całym świecie, ale w rodzinnym mieście Zamenhofa konflikty jak były tak pozostały.

 

Janina Brandt/SrzedzińskaAlina SrzedzińskaJoanna Matias

 

Dodaj swój komentarz

komentarz(y)

Zostaw komentarz