Dzień ósmy – Santa Rosa

Dziś najważniejszy dzień naszej podróży. Rano pojechaliśmy do miejsca o którym tak wiele słyszałam od taty i spotkanych w Meksyku Polaków. Spacerując po głównej alei hacjendy w towarzystwie Teresy, Walentyny, Frani i Aleksandry miałam wrażenie, że przenieśliśmy się w czasie .

Tata był bardzo zadumany, myślę, że wracał pamięcią do czasów swojego dzieciństwa.

 

Panie chciały pokazać nam miejsce, w którym pochowana jest 15- letnia Jasia, jedna z mieszkanek obozu, zabita przez zabłąkaną kulę w przeddzień meksykańskiego święta niepodległości. To byl tragiczny wypadek, ktos strzelal do ptakow unoszacych sie nad drzewem pod ktorym siedziala dziewczynka.

Po drodze tata, jak przystało na trenera piłki nożnej dołączył do grupy grających chłopców  i nie oparł się pokusie wskazania  najlepszych zawodników  na boisku.

Pod starym drzewem czekał na nas siedzący w wózku inwalidzkim don Juanito , który jako dziecko pomagał swojemu ojcu w pracach na terenie polskiej kolonii .

Wzruszyłam się do łez, kiedy słabym głosem wypowiadał zapamiętane sprzed lat zdania po polsku: „dzien dobry pani”, „jak sie nazywasz”, „jestem maly”. Juanito jest bardzo schorowany, jego rodzina  od kilku tygodni namawiala go do jedzenia slowami : musisz jesc, musisz byc silny, bo przyjada Polacy.

Potem wróciliśmy do hacjendy na spotkanie z wychowankami domu dziecka „Ciudad del nino Don Bosco”, który  mieści się tam od początku lat 60 – tych. Chłopcy z ciekawością słuchali opowieści polskich gości, dla których tak jak teraz dla nich Santa Rosa była  rodzinnym domem. Maja wspaniała dyrektorke, która nosi nazwisko : MACIAS.

Przekazaliśmy  prezenty od polskiej ambasady.

Ostatnim akcentem naszej wizyty był powrót pod „drzewo Jasi” , gdzie położyliśmy marmurową płytę, którą wcześniej zamówiłam w zakładzie kamieniarskim w Leon. Będzie symbolicznym grobem dziadka Józefa i śladem naszej podróży do Meksyku.

Zapaliliśmy przywiezione z Polski znicze i pomodliliśmy się za duszę dziadka.

Dzieci z sierocińca obiecały nam, że będą się opiekować tym symbolicznym grobem i nie zapomną o nim w dniu Święta Zmarłych, 1 listopada.  Miałam wrazenie, ze były tym niesamowicie przejęte.

Z tego co wiem, w Meksyku obchodzi sie Święto Zmarłych jedzac, pijac i grajac muzyke przy grobach, ale nie mam nic przeciwko, zeby dzieciaki urzadzaly dziadkowi co roku taka fiestę.

Z Santa Rosa wyjeżdżaliśmy bardzo wzruszeni i pełni wdzięczności  dla narodu meksykańskiego, który otworzył swoje serce dla mojej rodziny i setek polskich tułaczy.

GRACIAS MEXICO!!!

 

Dodaj swój komentarz

komentarz(y)

{ 1 komentarz… read it below or dodaj nowy }

Kasia Styczeń 3, 2014 o 4:43 pm

Przeczytałam artykuł o uchodźcach z Polski w Gazecie. Piękne i wzruszające historie. Mam takie marzenie, że kiedyś poznam losy moich pradziadków, którzy wyemigrowali do USA „za chlebem” na początku XX wieku zostawiając czasowo swojego chorego syna, a mojego dziadka pod opieką ciotki w Krakowie:) Pozdrawiam

Odpowiedz

Zostaw komentarz