książka odc. 2.

 

Rok 1926

W Polsce: przewrót majowy. Wojska wierne marszałkowi Piłsudskiemu wkraczają do Warszawy i  przejmują władzę.

 Teofil jest zwolennikiem Józefa Piłsudskiego, Janina – Romana Dmowskiego, jednak różnice w poglądach politycznych nie mają wpływu na ich rodzinę. Są szczęśliwym, zgodnym małżeństwem.

Na świat przychodzi Leszek, młodszy brat Aliny.

 

Lata 1929 – 1933

 Na świecie szaleje wielki kryzys gospodarczy. W Niemczech władzę obejmuje Adolf Hitler (1933). Polska i ZSRR podpisują układ o nieagresji (1932).

Rodzina Srzedzińskich wiedzie spokojne, ustabilizowane życie, chociaż pod względem finansowym bywa różnie. Dopiero od 1930 r. -Teofil ma stałą, pewną pracę w nowo otwartym szpitalu  w Choroszczy (pracuje w administracji). Dzieci zaczynają edukację szkolną.

Rodzina przeprowadza się z Antoniówka do Choroszczy i zamieszkuje w pobliżu szpitala.

Janina działa w Związku Pracy Obywatelskiej Kobiet. Zgodnie ze statutem, celem tej organizacji jest  zwiększenie aktywności kobiet w życiu publicznym i obejmowanie przez nie realnej władzy.  W Białymstoku panie zajmują się tworzeniem ogródków jordanowskich, wspomagają ubogich, organizują wystawy i bankiety z których dochód przeznaczany jest  na cele społeczne.

W starym albumie zachowało się zdjęcie z posiedzenia związku. Każda z siedzących przy stole pań wygląda na osobę bardzo kompetentną i zaangażowaną w swoją pracę. Janina siedzi w samym środku i prezentuje na swoim obliczu delikatny wąsik. Bez wątpienia  zdjęcie można by opatrzyć podpisem: polskie feministki w dwudziestoleciu międzywojennym.zebranie pań

Czy Janina była rzeczywiście feministką?  Ona za feministkę pewnie się nie uważała. Mówiła o sobie, że jest:  „sokolniczką”,  „ narodówką” .  Wyróżniała się na tle innych moich babć i ciotek.   Paliła papierosy, a  codziennym zajęciem, pochłaniającym ją bez reszty, było czytanie książek i gazet. Interesowały ją zwłaszcza wiadomości polityczne. Przynajmniej raz w tygodniu wychodziła do biblioteki i wracała po kilku godzinach szczęśliwa i  obładowana książkami ( przed wojną aby wymienić książki w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Białymstoku, trzeba było odstać swoje w kolejce).  W taki „dzień wymiany książek” przygotowaniem posiłków, sprzątaniem, i innymi „przyziemnymi” pracami musiał zająć się ktoś inny- zwykle był to  Teofil, który w ramach pełnionego dyżuru gotował zupę na kurzych skrzydełkach z kaszą. Zamiłowania czytelnicze prababka zachowała aż do śmierci i chociaż zmarła kiedy miałam zaledwie kilka lat to do dzisiaj pamiętam zdanie ” prababci nie można przeszkadzać, prababcia czyta” i ” jak siedziała w więzieniu to najbardziej brakowało jej książek”.

Jako dziecko bardzo się jej bałam . Była dla mnie uosobieniem czarownicy z bajki o Jasiu i Małgosi: chuda, niska, pomarszczona. Śmierdziała papierosami i miała na nosie olbrzymią brodawkę. Na szczęście – dla mnie -Janina nie interesowała się  prawnukami.  Była za to bardzo mocno związana z dziećmi swojej córki. Wnuki bardzo ją kochały.   Często opowiadała im historie rodziny, cała trójka do dzisiaj dokładnie ją cytuje.

Stosowała na nich doskonałe metody wychowawcze.

Pewnego dnia mojej kilkuletniej wówczas ciotce, na którą wszyscy w rodzinie mówią Lala powiedziała: kochanie, upiekłam pączki, są w spiżarce, tylko bardzo cię proszę, nie próbuj ich przed obiadem bo ci zaszkodzą.

Lala gorliwie przytaknęła, a nawet udała lekko obrażoną, bo niby dlaczego akurat ona miałaby coś wyjadać… cóż to za krzywdzące podejrzenia.  Po czym pognała … do spiżarki. Było ciemno, poczuła tylko jak cukier puder przykleja jej się do rąk i szybko, szybko, żeby babcia jej nie przyłapała wepchnęła pączka do buzi. Był wyjątkowo twardy i OBRZYDLIWY. Janina posypała ziemniaki cukrem pudrem.

Od tego czasu Lala nigdy, przenigdy nie ruszyła niczego ze spiżarki bez jej pozwolenia .

Świadomość, że babcia od początku wiedziała co się stanie, wzbudziła w niej okropny wstyd.

Zapamiętałam  tylko jedno spotkanie z Janiną.  Miałam około 5 lat, moja starsza siostra leżała w szpitalu chora na żółtaczkę.  Poszłam z mamą odwiedzić babcie (pod koniec życia  Janina mieszkała z Aliną i jej mężem ). Janina otworzyła drzwi, spojrzała na mnie i wymamrotała pod nosem: „O!  Zaraza przyszła!”, po czym podreptała do swojego pokoju. Zrozumiałam słowo „zaraza”, ale dopiero mama albo babcia  Alina wytłumaczyły mi, że to nie było o mnie,  że prababka  boi się zarazić   żółtaczką.

Pradziadka Teofila nigdy nie poznałam. Zmarł, zanim się urodziłam. Rodzinna anegdota głosi, że nie znosił telewizji.  Któregoś dnia zobaczył program w którym występował kot o imieniu Teofil. Obraził się, że ktoś nazwał kota jego imieniem tak bardzo, że nie chciał mieć nigdy więcej nic wspólnego  z tą  instytucją. Całkiem możliwe jednak, że anegdotę tą wymyśliła Janina,  już po śmierci dziadka, żeby oduczyć rodzinę bezkrytycznego oglądania programów telewizyjnych.

 

Lata 1934-1938

 Polska i Niemcy podpisują w Berlinie 10-letnią deklarację o niestosowaniu przemocy

( styczeń 1934).  W sierpniu 1934 r. Hitler uzyskuje pełnię władzy w Niemczech ( w referendum: 90% obywateli niemieckich wyraża zgodę na powierzenie mu funkcji prezydenta jako jednocześnie : kanclerza i wodza Rzeszy).

W maju 1935 r.  umiera „polski wódz”, „ pogromca bolszewików”- Józef Piłsudski.

Rodzinie Srzedzińskich powodzi się coraz lepiej. Inwestują, kupują las w pobliskich Żółtkach.  Janina w tym czasie również pracuje – organizuje opiekę nad chorymi  ze szpitala. Szpital w Choroszczy, który nosił nazwę : „Białostocki Wojewódzki Szpital dla Psychicznie i Nerwowo Chorych” to ewenement na skalę Europy. Mieścił się na terenie dawnej fabryki sukna K.A Moesa (141 ha gruntu). Chorzy, głównie schizofrenicy przebywali pod opieką rodzin zamieszkałych w odległości 8-10 km od szpitala. W zależności od stanu zdrowia oraz zawodu i wykształcenia pacjenci pomagali w pracach gospodarczych, w hodowli zwierząt, zajmowali się wyrobem zabawek, haftów, malowaniem obrazów. Rodziny otrzymywały 30 złotych za  opiekę nad jednym pacjentem. Dzięki takiemu rozwiązaniu personel administracyjny szpitala (przy 800 pacjentach) liczył 40 osób z czego 60 procent stanowiły pielęgniarki. W okolicach Białegostoku panowała bieda więc 30 złotych w budżecie domowym stanowiło poważny kapitał i ludzie chętnie zgłaszali się do opieki nad chorymi.

Srzedzińscy mieszkając na terenie szpitala musieli się liczyć z niezapowiedzianymi wizytami dyrektora, który sprawdzał, jak sobie radzą rodziny pracowników i kontrolował, czy w ich domach nie spożywa się alkoholu (obowiązywała prohibicja). Teofil, który mocno przeżył okres pozostawania bez pracy, podchodzi do swoich obowiązków zawodowych  z wielkim entuzjazmem i zaangażowaniem. Domowe kontrole  zupełnie mu nie przeszkadzają,  są według niego dowodem wyjątkowej troski zwierzchnika o szpital i podległy personel, natomiast Janinę – irytują.

Alina w wieku 13 lat po raz pierwszy w życiu zakochuje się w chłopcu z sąsiedztwa.  Los oszczędził jej jednak „męki dorastania” – Mietek  (Mieczysław) odwzajemnia  uczucie a  jej rodzice darzą go sympatią. Ten młody człowiek jest dobrze wychowany i wyedukowany. Był  korepetytorem Aliny, jest od niej kilka lat starszy. W rodzinnym albumie zachowało się zdjęcie, na którym pozują we trójkę: Alina, jej przyjaciel i matka. Siedzą w ogrodzie, uśmiechnięci, najwyraźniej doskonale czując się w swoim towarzystwie. Być może  wyrozumiałość Janiny jest efektem  doświadczeń z młodości. Pierwszy  ukochany Janiny był chemikiem i rewolucjonistą. Pewnego dnia nie zachował należytej ostrożności i  substancja nad którą pracował wybuchła. Stracił wzrok. Po wypadku powiedział przyjaciołom  że jest w stanie zaakceptować swoje kalectwo, ale nie przeżyje tego żeby go ”pani Janeczka takim oglądała”.  Mimo nalegań zakochanej panny nigdy więcej się z nią nie spotkał. W końcu uszanowała jego decyzje. Ale złamał jej serce.  Dopiero  po latach,  kiedy była już mężatką spotkała go przypadkiem na ulicy. Stała i przyglądała się jak sobie radzi ale do niego nie podeszła. Nawet nie przypuszczała co los zgotuje jej córce…

Tymczasem Alina i Mietek są nierozłączni. Chodzą na spacery i do kina, które jest jedną z ulubionych rozrywek białostoczczan. Repertuar dorównuje wyświetlanemu w stolicy, a bilety są o połowę tańsze. Eugeniusz Bodo, Adam Brodzisz, Jadwiga Smosarska to gwiazdy, które elektryzują ówczesną młodzież. W kinach oprócz filmów wystawiane są przedstawienia teatralne i kabaretowe oraz kroniki przedstawiające najważniejsze wydarzenia z kraju i ze świata. Wielkim zainteresowaniem cieszy się np.: relacja z pogrzebu marszałka Józefa Piłsudskiego, przed kinami ustawiają się długie kolejki.

Eugeniusz Bodo  zginie w sowieckim łagrze w październiku 1943 r. Adam Brodzisz przeżyje wojnę, w latach 60. wyjedzie do USA na gościnne występy teatralne i już nigdy do Polski nie wróci. Jadwigę Smosarską wojna zastanie w USA, do Polski wróci w 1970 r., na rok przed śmiercią.

Miłość do filmu w rodzie Srzedzińskich  przetrwa i okaże się dziedziczna. 25 lat później, najstarszemu synowi Aliny, Bogdanowi (mojemu ojcu)  będzie grozić niedopuszczenie do matury.  Codziennie, przez kilka miesięcy kiedy Alina żegnała rano Bodzia i przez okno patrzyła jak wsiada do autobusu, ten zamiast do szkoły udawał się do kina, gdzie oglądał po kolei wszystkie seanse.

Wróćmy jednak do lat 30. Jurek Srzedziński, starszy brat Aliny nie przejawia ochoty do nauki, za to jest pierwszy w robieniu dowcipów: potrafi spóźnić się na lekcję a później zapukać do klasy w której trwają zajęcia i zawołać do nauczyciela: ‘A kuku, a ja tu jestem”.

Któregoś dnia  nauczyciel zdenerwowany zachowaniem Jurka ma go gonić dookoła szkoły ku uciesze innych dzieci.

Jurek to urodzony bon vivant. Jest uzdolniony muzycznie. Marzy o tym, aby zostać malarzem. W szkole wiedzie prym w zajęciach sportowych. Najlepiej biega, najlepiej pływa. Pozostałe przedmioty go nudzą i pozostają poza kręgiem zainteresowań tak bardzo, że  dwa lata młodsza siostra zdąży go dogonić w edukacji ( będą w równoległych  klasach). Jerzemu rodzice wybaczają wszystko – jest  ich oczkiem w głowie. Pierwsze dziecko Teofila i Janiny, przyszło na świat przedwcześnie i zmarło krótko po urodzeniu stąd całą swoja miłość i strach przelali  na najstarszego syna.

Alina uczy się dobrze, ale wychowywana z dwójką braci na pewno nie jest posągową panienką. Na zdjęciach z tamtego okresu widać pewną siebie, roześmianą nastolatkę o łobuzerskim spojrzeniu. Lubi tak jak starszy brat zajęcia sportowe, jest doskonała w rachunkach.Alina z przyjaciółmi ze szkoły

Leszek, najmłodszy z całej trójki rodzeństwa jest też najspokojniejszy. To mały rycerz: dobry, szlachetny i jak bohater sienkiewiczowskiej trylogii zawsze skłonny do walki w obronie kobiet i ojczyzny. Jeśli by porównywać rodzeństwo do bohaterów uwielbianej przez ówczesną młodzież powieści to  Jurek najbardziej przypomina Ketlinga, jest przystojny i cieszy się wielkim powodzeniem wśród koleżanek a Alina- hajduczka czyli Basię.

Janina dba zarówno o edukację jak i o rozwój fizyczny dzieci. Często wyjeżdżają na wycieczki do Warszawy.  Hasło, które przyświecało jej młodości – „w zdrowym ciele zdrowy duch „– wpaja swoim potomkom.

Białystok powoli zmienia swoje oblicze. Coraz więcej ulic jest brukowanych, coraz więcej dzielnic zelektryfikowanych, skanalizowanych.

Najbardziej rozwiniętą gałęzią przemysłu jest włókiennictwo, przy czym produkuje się  najtańsze sukno, między innymi na eksport do Chin czy Mandżurii.

Szczytem nowoczesności, świadczącym o zamożności  rodziny jest … radio.

8 sierpnia 1935 r. , W Gazecie Białostockiej – Dzień Dobry , ukazuje się następujący apel:

Szanujmy spokój sąsiada!

Polskie radio zwracało się do wszystkich słuchaczy o poszanowanie spokoju sąsiadów . Zwłaszcza w wielkich miastach wcześnie rano i późnym wieczorem nie należy nastawiać odbiorników na najwyższą siłę gdyż powoduje to słuszne skargi i narzekania sąsiadów. Słuchacz radiowy, przez fakt posiadania odbiorników, należy do pewnego środowiska kulturalnego – i to właśnie zobowiązuje go do liczenia się z potrzebą spokoju i wypoczynku. Wezwanie Radja jest szczególnie uzasadnione w Białymstoku gdzie wiele osób mieszka w domach drewnianych, a więc specjalnie akustycznych. Wielu lokatorów, powodując się niestety tylko własną wygodą i egoizmem wygrywa „na całego” od wczesnego ranka do północy – ku rozpaczy sąsiadów”.

Srzedzińscy należą do „środowiska kulturalnego”- mają radio!

 

 

Dodaj swój komentarz

komentarz(y)

Zostaw komentarz