książka odcinek 7

Rozdział III

Najdalsza podróż

(Indie – Australia- Nowa Zelandia-USA- Meksyk)

W maju 1942 r. – po tym jak niemieckie U-booty zniszczyły dwa meksykańskie statki handlowe w Zatoce Meksykańskiej, Meksyk przystąpił do wojny .

W grudniu generał Sikorski złożył wizytę w Stanach Zjednoczonych, gdzie bezskutecznie zabiegał o poparcie Roosvelta dla polskiego stanowiska w sprawie przyszłej granicy wschodniej. Amerykanie zaaranżowali wizytę generała Sikorskiego w Meksyku.

Na wspólnej konferencji prasowej Prezydent Meksyku, Manuel Avila Comacho ogłosił podpisanie porozumienia pomiędzy Polską a Meksykiem w sprawie czasowego pobytu na terenie Meksyku „polskich uchodźców z Azji”. Generał Sikorski odznaczył prezydenta Comacho Orderem Orła Białego.

 

17 maja 1943 r. na pokładzie okrętu Hermitage wyrusza z Bombaju do Meksyku pierwszy transport uchodźców, wśród których znajduje się Alina Srzedzińska. Jej młodszy brat wstąpił do armii Andersa. Chce się bić o wolną Polskę . Nie skończył jeszcze 17 lat, ale podał, że ma więcej. Leszek jest nie tylko bardzo młody, ale także drobny, niski. Po wojnie rodzina będzie się z niego naśmiewać, że w wojsku koledzy nosili za niego karabin, bo nie nadążył by za nimi. Tak naprawdę dużo się z kolegami nie nabiegał – po odbytym szkoleniu został kurierem,  przesyłki rozwoził najczęściej samochodem.

Nie wiadomo dlaczego Alina nie wstąpiła do junaczek i nie podążyła za bratem. Być może była zbyt osłabiona przebytą chorobą? A może poznała już wówczas swojego przyszłego męża – Józefa Wiercińskiego i marzyła o spokojnym życiu z dala od wojny?

  1. Polaków płynie „w klasie żołnierskiej” wraz z wojskiem australijskim i nowozelandzkim. Żołnierze wracają do domu po kampanii afrykańskiej. Jest wśród nich wielu chorych i paru rannych. Życie zaczyna się o siódmej rano, kończy o siódmej wieczorem Zaraz po zachodzie słońca, tuż po 18, wszyscy obowiązkowo opuszczają pokład a światło musi zostać wygaszone we wszystkich kabinach. Hermitage, dawniej zwany „Conte Briano” został zarekwirowany przez Amerykanów Włochom w kanale panamskim. Wybudowany jako luksusowy liniowiec pasażerski, w 1925 roku, długi na 203 metry, szerokości 23 metry, wysoki na 8,36 metra, miał 180 miejsc pasażerskich w I klasie, 220 w II klasie, 390 w klasie ekonomicznej i 2660 w III klasie. Kolos ! W 1941 roku Amerykanie przebudowali go na transportowiec wojskowy. Otrzymał wówczas uzbrojenie artyleryjskie w postacijednego działa kalibru 127 mm (na rufie) oraz sześciu dział 76 mm. Jest bardzo szybki.

Alina jest już pełnoletnia, w grudniu 1942 r. skończyła 18 lat. Z twarzy zniknęła jej dziecięca beztroska. Ma krótkie włosy- pamiątka po przebytej chorobie. Ojca i najstarszego brata nie widziała od 3 lat. Czy żyją? Nie wie co się dzieje z matką, która została w Kazachstanie. Leszek przebywa prawdopodobnie w okolicach Palestyny. Alinie została tylko wiara i nadzieja, że któregoś dnia się odnajdą. Jak większość uchodźców poleca się i bliskich boskiej opiece i próbuje poznać przyszłość za pomocą kart. Wróżbiarstwo i stawianie pasjansów stało się wśród zesłańców niezwykle popularne, żeby nie powiedzieć powszechne. Czasy są bardzo niepewne. Ludzie nie wiedzą co się z nimi stanie za dzień, miesiąc, dwa. W ciągu kilku ostatnich lat tyle się w ich życiu wydarzyło, przemierzyli tysiące kilometrów nie wiedząc gdzie i kiedy ich odyseja dobiegnie końca, próbują więc szukać odpowiedzi na pytanie  o przyszłość i los swoich bliskich gdziekolwiek -byle jakąś uzyskać. Wiele decyzji jest podejmowanych pod wpływem snów. Zwłaszcza, jeśli śnią się najbliżsi.

Jednej z kobiet, która zapisała się na listę osób wyjeżdżających do Afryki, przyśnił się mąż , zły jakiś. „Oooo,- pomyślałam – może jak tam pojadę to się już nigdy nie spotkamy? Na drugi dzień poszłam się przepisać. I mówię: nie mogę jechać do Afryki, bo mąż się nie zgadza. I przepisali!

Prawie połowa spośród polskich pasażerów którzy płyną okrętem nie ma ukończonych 19 lat.

W wieku 15-19 lat jest osiemdziesiąt dziewcząt i tylko czterech chłopców.

Na pokładzie statku zawierane są przyjaźnie, którym będą wierne przez długie lata, często do ostatnich swoich dni. Część dzieci  to sieroty, których rodzice pomarli na Syberii, w Kazachstanie albo w drodze do armii. Niektórzy zostali rozdzieleni z opiekunami na stacji, ktoś nie zdążył wsiąść do pociągu, ktoś zgubił się w tłumie. Są i takie które nie pamiętają swej przeszłości.

Alina o Meksyku nie wie właściwie nic. Wyobraża sobie, że jest piękny.

Ale co jeśli trafi z deszczu pod rynnę?  Ktoś mówił, że w latach 20 w Meksyku nacjonalizowano  majątki kościelne. W Boga nie wierzą! Czy  będzie jak w Rosji?

Czy Meksykanie to komuniści?

Chyba gorsi niż Sowieci nie będą.

Powtarzane z ust do ust plotki mają wpływ na nastroje, ludzie są nieufni. Doświadczyli tyle zła.

Większość osób trafiła na listę do Meksyku przez zupełny przypadek.

„- Chciałam jechać do Afryki – opowiadała jedna z kobiet- ale tam sami czarni ludzie mieszkają, to strach… zdecydowałam się na Meksyk a jak już się zapisałam, to mi powiedzieli, że tam sami czerwonoskórzy z pióropuszami na głowie po ulicach biegają. Czy to jednak prawda?

– Pani, niech oni już sobie będą czerwonoskórzy, byle tylko czerwoni nie byli!”

17 maja 1943 roku , o 10 rano w słoneczny, duszny poranek -Hermitage podnosi kotwicę. Powoli rusza. Port Bombaj jest zaminowany. Mijają szereg większych i mniejszych wysp. Około czwartej ginie ląd….

18 maja są już na pełnym morzu. Kolejne dni niewiele różnią się od siebie. Jedynym urozmaiceniem są msze święte, nabożeństwa majowe i ćwiczenia na wypadek ataku łodzi podwodnych. „Abandon ship”. Początkowo idzie to bardzo nieskładnie. Jest gorąco i duszno. Wieczorem z trudem można zagnać ludzi do wnętrza statku.

22 maj, sobota 1943

Coraz większy porządek. Ludzie przyzwyczajają się do nowych warunków.  Mimo morskiej choroby. W szpitalu 140 osób. Głównie malaria.

Za to wszyscy wychwalają jedzenie. Morze spokojniejsze, ale pochmurno i deszcz.

23 maj, niedziela 1943

Nareszcie chłodny dzień. O dziesiątej dwa nabożeństwa. W messie oficerskiej protestanckie nabożeństwo, na pokładzie B nasza msza święta. Przystępuje do komunii wielu Nowozelandczyków. Po trzech latach wojny wracają do domu.

Tak lubię godzinę przedwieczorną na górnym pokładzie… To niezmierzone niebieskie morze. Jesteśmy na wysokości Sumatry. Płyniemy na południowy wschód.

26 maj, środa, 1943

Amerykanie obawiają się chorób zakaźnych u dzieci – stąd dziś przegląd lekarski wszystkich dzieci.

Normalne ćwiczenia „abandon ship “w południe.

Morze pozornie dziś spokojne, ale mimo to statkiem kołysze poważnie. Chłodno coraz bardziej. Piękny zachód słońca. Dziś pod wieczór widziałem dwa wieloryby, jak dwie łodzie podwodne , płynęły w przeciwną do naszego statku stronę.

Jesteśmy na 15 ° szerokości południowej. Oddaleni o 600 mil na zachód od brzegów Australii.

27 maj, czwartek 1943

Dziś rano niespodzianka. Około godziny dziesiątej trzydzieści od strony Australii przyszedł na nasze spotkanie destroyer australijski. Mamy teraz towarzysza. Jakoś człowiek raźniej się czuje niż sam wśród tych bezmiarów wód południowej półkuli. Widać dla urozmaicenia ciągle podają sobie sygnały świetlne.

Zimno tak, że na pokładzie można wytrzymać tylko w słońcu.

Wieczorem w czasie brydża , którego grałem z oficerem nowozelandzkim, panem Reiti i jakimś Amerykaninem z Czunkingu  statek nasz zaczął płynąć znacznie szybciej niż normalnie. Co to było nikt nie wie.

Wiadomości ze świata dobre. Znów Niemców szalenie bombardują.

28 maj, piątek 1943

Dziś urozmaicenie. Towarzyszący nam destroyer australijski odbywa ćwiczenia. Strzela z dział do obłoków. Budzi to niepokój wśród niektórych pasażerów. Około południa nowa sensacja, nadleciały ze strony Australii dwa samoloty. I one czuwają nad bezpieczeństwem naszego „Hermitage” vel „ Conte Bianco”. Zwiedziłem dziś szpital na statku, wspaniale zorganizowany. Sala operacyjna, poszczególne oddziały, apteka. Jest nawet miejsce dla furiatów.

Henryk Stebelski – autor dziennika , z którego pochodzą powyższe fragmenty, polski dyplomata, oddelegowany przez rząd do przewiezienia uchodźców do Meksyku, od pierwszych dni starał się zintegrować grupę  i wprowadzić mechanizmy organizacyjne, które miały im służyć za podstawę życia w obozie. Przydzielał funkcję, rozdzielał obowiązki, powoływał „wice komendantów” i grupowych. Już od 24 maja dzieci miały zajęcia szkolne. Zostały podzielone na grupy w zależności od wieku. Wykładały pani Jadwiga Kowalikowa,  Zofia Orłowska, ksiądz Jagielnicki i kilka Amerykanek, które podjęły się uczyć dzieci angielskiego. Pani Tyszkiewicz pełniła funkcje tłumacza komunikatów radiowych. Uchodźcy pragnęli wiadomości ze świata, a niewielu znało języki obce. Część osób zostało oddelegowanych do pracy w kuchni.

Atmosfera na statku była bardzo dobra. Ze względów bezpieczeństwa wprowadzono jednak żelazną dyscyplinę.

29 maj, sobota 1943

Dziś przykra sprawa. Mimo ciągłych upomnień mężczyźni palą papierosy w miejscach gdzie nie wolno. Kilka razy zapowiadałem, że będę karać. Wczoraj wieczorem żandarmi schwytali Motylickiego. W mojej obecności odbył się sąd kapitana statku. Uroczyście, w galowych mundurach zamknęli go do aresztu na trzy dni o chlebie i wodzie. Bardzo to było oficjalne, nie mogłem protestować.

1 czerwca 1943 r. przypływają do Melbeurn. Jest piękny, słoneczny, ZIMOWY dzień.

Uchodźcy otrzymują dary z czerwonego krzyża. Po krótkim postoju, 5 czerwca są już na Oceanie południowym.

Zmienili się podróżni. Australijczycy wysiedli. Mamy US marines. Bohaterzy z rocznych już walk z Japończykami na północnych wyspach Australii – Guadalcanal i wyspy Salomona. Robią wrażenie żołnierzy Legii Cudzoziemskiej. Są to chorzy i ranni, którzy wracają do Stanów. Opowiadają o ciężkich warunkach walk z Japończykami, nie bardzo kochają Mc Artura. Jest także 600 młodych lotników australijskich, szkoła kadecka. Jadą na dalsze przeszkolenie i po sprzęt do Kanady. Znów nowy nastrój na statku. Bardzo burzliwe morze.

8 czerwiec, wtorek 1943

Dziś definitywnie jesteśmy już na Pacyfiku. Okrążamy Nową Zelandię. Rano widać było kontury wyspy Steward, gdy przepływaliśmy zatokę Feraux. W ciągu całego dnia kontury Alp Południowych Południowej Wyspy Nowej Zelandii. Zwłaszcza odcinały się ostro szczyty górskie na tle pięknie zachodzącego słońca. Słońce zachodzi dziś z lewej strony statku odwrotnie niż co dzień – dowód, że idziemy na północ. Morze zupełnie spokojne, co podobno w tych stronach jest o tej porze roku rzadkie niesłychane.

Od południa rozmaitości na statku. O trzeciej dzieci nasze żegnały miłych Zelandczyków. Pułkownik Zelandzki i ja mieliśmy przemówienia. O siódmej mój odczyt o Nowej Zelandii. O dziewiątej żołnierze nowozelandzcy dali koncert na harmonii. Byli oni razem z naszem wojskiem pod Gazalą.

Jutro rano mamy być w Wellington.

11 czerwca, piątek 1943

Nowi pasażerowie. Tym razem same mieszane narodowości, przeważają Amerykanie. Wieziemy nowych 3000 żon. Rozdaję olbrzymie ilości prezentów, jakie dali naszym ludziom dobrzy Nowozelandczycy.

Piękna pogoda. Ocean spokojny. Jakiś on inny niż morza które dotąd widziałem. Bardziej niebieski. Powoli giną za nami wybrzeża Nowej Zelandii. Płyniemy na północny wschód. Towarzyszą nam dwa samoloty, dużo delfinów i … wielkie albatrosy..

22 czerwca, wtorek 1943                                                                                                                    

Pacyfik .Dziś od rana poruszenie. Dzieci nasze przygotowują przedstawienie – tańce ludowe. Rano z Karolkiem Tyszkiewiczem i Helą Kowalikówną byliśmy u kapitana ofiarować mu program.

O drugiej wszyscy zebrali się na pokładzie. Wszystko było oblepione żołnierzami i marynarzami. Z kapitanem zajęliśmy miejsca. Wstępem było moje przemówienie. Treścią – że dzieci i kobiety polskie na statku to rodziny ich towarzyszy broni.

Program to chór i tańce góralskie, kujawiak i krakowiak. Świetne kostiumy zrobione dopełniły powodzenia. Kapitan Townsend odpowiedział im po polsku!

25 czerwca zawijają do portu w San Pedro.

Spać nie bardzo mogłem. Wschód słońca wspaniały. Na statku już zupełne złamanie dotychczasowej dyscypliny. Trzy bombowce wylatują na nasze spotkanie. Mijamy wyspę. Chciałoby się ją dotknąć – czy aby na pewno amerykański ląd. Wchodzimy do zatoki. Pełno cystern naftowych. O 11 przybijamy do mola. (..) O 12 tej pierwszych wynoszą rannych, potem nasi uchodźcy pięknemi autobusami jadą do obozu. (..) Ameryka, Los Angeles, światła – jestem oszołomiony zupełnie”.

 

Po wyjściu na ląd mężczyźni i kobiety zostają rozdzieleni. Nowoczesnymi autobusami jadą do obozów. Po drodze widzą miasto, szerokie, czyste ulice, pola naftowe. Po dwóch godzinach jazdy mężczyźni docierają do Alien Camp w Tuna Canyon . Obóz otoczony jest drutem kolczastym. Witają ich uzbrojeni strażnicy. Czują się jakby znów trafili do sowieckich łagrów. Za sąsiadów mają Japończyków i Niemców. Zostają skierowani do luksusowych baraków, wyposażonych w łóżka z materacami i czystą pościelą. Na podłodze „nie było nawet włosa”. Większość wyczerpana zasnęła. Jednak po kilkunastu minutach rozchodzący się alarm oznajmił , że właśnie nadeszła pora lunchu. Jedzenie było bardzo smaczne. O godzinie 22 kolejny rozkaz – wszyscy muszą zgasić światło. Są obserwowani przez strażników stojących na obozowych wieżyczkach.

 

26 czerwca, sobota 1943

„ Jedziemy do obozu mężczyzn- Congou.- Kręcimy się po okolicy , wspaniała California- raj na ziemi. Położenie obozu wspaniałe. Szkoda tylko, że druty i sąsiedzi Niemcy i Japończycy.”

W obozie kobiecym Griffith Park Interment Camp w Burbank panował radośniejszy nastrój – panie dostały od polonii prezenty -nowe ubrania, w które zaraz się poprzebierały.

Jeszcze przed przybyciem uchodźców Polonia amerykańska zabiegała o to, aby chociaż dzieci mogły osiedlić się w USA. Ksiądz Wacław Zajączkowski, redaktor „Posłańca Serca Jezusa” zaproponował ulokowanie sierot u polskich rodzin. W krótkim czasie zebrał listę rodzin, które zadeklarowały pomoc i przyjęcie pod własny dach małych uchodźców. Władze amerykańskie stały jednak na stanowisku, że Stany mogą być wyłącznie krajem tranzytowym i zagroziły polskim dyplomatom, że w przypadku jakichkolwiek nacisków z ich strony doprowadzą do wstrzymania ewakuacji Polaków z Indii i Iranu

 

28 czerwca 1943 rok.

Pociąg Los Angeles- El Paso

Arizona małe wzgórza, kraj pustynny. Pociąg nasz składa się z 12 wagonów zwykłych, 5 pulmanów dla dzieci i matek oraz pulmana dla administracji i dwa wagony restauracyjne. Przejazd małej grupy zorganizował rząd USA bez zgody kongresu, stąd nie może wyjść do kongresu sprawa tranzytu 706 polskich uchodźców przez terytorium USA. Ludzie się niepokoją. Obsługa naprawdę wspaniała. Jedzenie doskonałe. Tylko ta straż immigracyjna nieco peszy.

 

Hollywood – przeraża bogactwem i dobrobytem.

Ciudad Juarez jest biedne, zaniedbane, pełno tu żebraków.

Kontrast pomiędzy USA i Meksykiem jest olbrzymi. Początkowo uchodźcom Meksyk przypomina Rosję. Nie jest tak piękny jak sobie wyobrażali. Ludzie nie wyglądają na tak zamożnych jak w Ameryce .

Pierwszego lipca 1943 r. pociąg wjeżdża na stację w Leon. Peron przystrojony jest flagami Polski i Meksyku. Na peronie tłumy mieszkańców. Na czele delegacji stoi burmistrz Leon. Alina słyszy dźwięk Mazurka Dąbrowskiego. Płacze. Meksykanki obejmują wychodzące z wagonów kobiety i wskazują na niebo. Uchodźcy rozumieją to jednoznacznie: To Bóg ich uratował, Bóg ich tu sprowadził, teraz są bezpieczni.

meksykańska orkiestra towarzyszyła Polakom od pierwszego dnia mesykańska orkiestra z Leon

Tym prostym gestem Meksykanie zdobywają serca uchodźców.

Meksykanie, od wieków podbijani przez Hiszpanów, Francuzów, Amerykanów zdają się najlepiej rozumieć los Polaków. Jak to ujął jeden z nich:

„Meksykanie to prości ludzie ale z tych, którzy jak mają tylko szklankę wody, to się nią podzielą”.

Leon Leon

Polacy nie rozumieją słów, którymi miejscowi do nich mówią ale czują ich ciepło i współczucie. Po uroczystym przywitaniu na dworcu  zostają zapakowani do samochodów ciężarowych, cała trasa przejazdu ozdobiona jest kwiatami i papierowymi flagami a mieszkańcy witają ich brawami.

Drugi transport (728 osób) przybył do Leon 2 listopada 1943 r. Uchodźcy płynęli tym samym okrętem – USS Hermitage. Wyruszyli z Bombaju 19 września, przez Melbeurn ( 4 października) i Bora Bora ( 14 października), 24 października dopłynęli do San Pedro koło Los Angeles. Przebywali w obozie wojskowym Santa Anita.

Władysław Rattinger, odpowiedzialny za przewóz drugiej grupy wspominał, że w Santa Anita odwiedziły ich wolontariuszki z armii amerykańskiej. Miały za zadanie spisać zeznania Polaków z pobytu w Rosji. Po pewnym czasie wolontariuszki poprosiły Rattingera, żeby jako opiekun grupy wyjaśnił ludziom, że   nie muszą kłamać! Amerykanki nie uwierzyły w opowieści uchodźców. Nie mieściło im się w głowie że ci ludzie zostali wywiezieni w głąb sowieckiej Rosji bez żadnej winy, że nie popełnili żadnego przestępstwa, nie działali w organizacjach antysowieckich. Nie wierzyły w warunki, w których przyszło im tam żyć. Były przekonane, że te historie są wymyślane aby nakłonić Amerykanów do większej pomocy. Rattinger musiał tłumaczyć, że uchodźcy nie tylko nie koloryzują, ale często pod wpływem wstydu czy bólu o wielu najtragiczniejszych rzeczach nie mówią w ogóle.

 

Hermitage Hermitage

 

wł. Bronisław Stefański wł. Bronisław Stefański wł. Bronisław Stefański wł. Bronisław Stefański

 

Dodaj swój komentarz

komentarz(y)

Zostaw komentarz