Dzień czwarty

Uchodźcami, którzy z terenów Persji zostali przewiezieni do Indii opiekował się , z ramienia polskiego rządu w Londynie  konsul Henryk Stebelski. Jego syn, Wojtek z którym spotkaliśmy się w polskiej ambasadzie ( tu: szczególne podziękowania dla pani ambasador Anny Niewiadomskiej- za gościnność) przekazał nam dziennik ojca.  Opisuje on trwającą  od połowy maja do początków lipca 1943 r . podróż uchodźców z Indii, przez Nową Zelandię do Meksyku.  Na pokładzie „Hermitage” oprócz 706 Polaków znajdowali się  miedzy innymi żołnierze australijscy i nowozelandzcy, którzy po kampanii afrykańskiej wracali do domu.

Atmosfera na statku była bardzo dobra.  Ze względów bezpieczeństwa wprowadzono jednak żelazną dyscyplinę. Za palenie papierosów szło się do paki. Załoga statku, wśród której było wielu amerykanów polskiego pochodzenia bardzo serdecznie odnosiła się do uchodźców, a już szczególnym uczuciem darzyła dzieci.

Konsul Stebelskiski podkreślał, że „te dzieci i kobiety to rodziny towarzyszy broni amerykańskich żołnierzy”.

Jednak po przybyciu do Los Angeles,  w tym „raju na ziemi” Polscy uchodźcy zostali zamknięci w obozach, za drutami . Za towarzyszy (niedoli?) mieli Niemców i Japończyków. Amerykanie obawiali się chyba masowych ucieczek Polaków, z których spora część miała rodziny w Stanach. To wspaniałe uczucie wspólnoty, które zrodziło się na statku jakby zniknęło. Zamiast amerykańskich przyjaciół pojawili się amerykańscy strażnicy. Wrócił niepokój o przyszłość.

Dodaj swój komentarz

komentarz(y)

{ 1 komentarz }

Anonim o